Wszystko mnie przytłacza. Nic nie rozumiem. Kpiny, śmiechy, wytykanie palcami. Chamstwo. Gówniarstwo. Gnojówy z przerostem biustu nad czarką zwaną czaszką. Niesprawiedliwość. Mam tego dosyć. Ciągle ktoś mi sprawia przykrość. Niby tacy przyjaciele, a za plecami mówią „nie”. Nie widzę sensu w swoim życiu. Czuję się tak, jakby oni wszyscy próbowali mnie zniechęcić do tego, co tak kocham. Na razie rzeczywiście mnie to dołuje i przytłacza, mam różne dziwne, niepokojące myśli. Potrzebuję spokoju. Ale wiem, że się nie poddam. Nigdy się nie poddam. Za bardzo kocham to, co robię.
Tylko dlaczego w nikim nie mam oparcia? Wszyscy krytykują każdy mój ruch…